Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

piątek, 12 lutego 2010

::: Faster Pussycat! Kill! Kill! :: Russ Meyer :::

















Zmarły w 2004 roku, Russ Meyer był reżyserem o ciekawym stosunku do kobiet i kina.  Tworzył on bowiem niskobudżetowe, campowe filmy, w których centralnymi postaciami były przedstawicielki tzw. płci drugiej  (jak kto woli: pięknej) o niemal nadprzyrodzonych siłach i kształtach. Jego bohaterki, wobec których używa określeń zwierzęcych typu vixens (lisiczki/lisice) lub pussycats (kotki), często  działają na mężczyzn onieśmielająco i przytłaczająco. Świetnym przykładem tego zjawiska jest jeden z najbardziej znanych obrazów Meyera Faster Pussycat! Kill! Kill! (1965/66), w którym kobiety przyrównane są do aksamitnych rękawic odlanych z żelaza (sformułowanie zapewne nieobce czytelnikom komiksów Daniela Clowesa). W filmie tym traktują one mężczyzn jak pozbawionych ikry rywali lub potencjalny przedmiot manipulacji, rzadziej pożądania. Przy tym nie brak im urody ani kobiecości.

















Jednakże poszukiwanie w tym, oraz pozostałych obrazach Meyera radykalnej, czy agresywnej wymowy feministycznej wydaje się raczej nie na miejscu. Reżyser bowiem nie jest w pełni po stronie tych "wyzwolonych" kobiet ani przeciwko nim. Gdy w Faster Pussycat! Kill! Kill! ostatnia z bohaterek ginie, zostaje przyrównana do czegoś nieludzkiego - zwierzęcia, a ostatecznymi wygranymi zostają postaci nakreślone wcześniej jako ofiary (m. in. bezbronna, niewinna i dziewczęca Linda). Ich zwycięstwo ukazane jest jednoznacznie jako happy end, ale nie jako szczęśliwy koniec (żywota) silnych kobiet. 

Estetyka campu - optyka jaką posługuje się Meyer oferuje bowiem dystans, dzięki któremu można czerpać przyjemność ze śledzenia losów postaci pozbawionych głębokiego psychologizmu (stereotypowych "lisiczek" i "kotek"), okraszonych żartem drugiej kategorii i świeżości oraz wpadającymi w ucho melodiami (które teraz zaliczylibyśmy pewnie, ogólnie rzecz biorąc, do klasyki amerykańskiej muzyki popularnej). Doskonale rozumie to Quentin Tarantino, czemu dał wyraz chociażby w Death Proof , zdecydowanie noszącym znamiona filmów Meyera (a także  wielu ścieżkach dźwiękowych do swoich obrazów). Podobne zresztą spojrzenie zdaje się proponować Gus Van Sant w I kowbojki mogą marzyć (bardzo interesującym przykładzie swojej twórczości). Camp to przecież w dużej mierze, a może nawet przede wszystkim przyjemność i zabawa konwencją.

Postscriptum:

W przypadku estetyki campu zawsze pojawia się kwestia jego podobieństwa do, różnic w stosunku do, lub relacji wobec kiczu. Ja, w swojej subiektywnej ocenie, uznałam kino Meyera za camp, w dodatku ten czysty i "naiwny". Natomiast oczywistym jest, że każdy czytelnik/widz może wedle woli przesuwać wskaźnik pomiędzy tymi "kategoriami"... lub inaczej: mieć na ten temat po prostu odmienne zdanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...