Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

sobota, 3 kwietnia 2010

:: Zielone lata 90te, czyli słów kilka o "Osiedlu Swoboda" Michała Śledzińskiego ::

Czytając Osiedle Swoboda, myślałam o mantrze pewnych słów i czynności, którymi codziennie witam sąsiadów i wąsatą panią z pobliskiego sklepu. Ten bez namysłu odprawiany rytuał, który nazwać można pustym gestem, sprawia, że codziennie nieświadomie zgadzam się na przynależność do grupy społecznej funkcjonującej w ściśle określonym czasie i miejscu. Wszystko bowiem obrasta lekki tłuszczyk kontekstów kulturowych. Idziesz do sklepu – jesteś konsumentem; stajesz pod sklepem – jesteś menelem; siadasz na ławeczce pod blokiem – jesteś blokersem itd. Codzienność ma formę rytuału, a widoczne jest to chyba najlepiej w formie serialu. Każda umowność i niedopowiedzenie zdają się być niesione fali tego, co mówi się samo, czego istnienie zakładamy. Wystarczy nieraz jeden przedmiot, lub dwa charakterystyczne zdania w ustach bohatera i już dostrzec można pewną czasoprzestrzenną specyfikę przedstawionych w nim zjawisk.

Lektura Osiedla Swoboda – tego anegdotycznego w swej formie komiksu – przypominała mi w pewnym sensie ten rytualny charakter serialu właśnie. Co więcej, myślę, że gdyby miał się rzeczywiście w tej formie pojawić, można by było swobodnie zatytułować go, lub chociaż opatrzyć podtytułem: Zielone lata 90te. Natomiast przywołany w nim kolor nie miałby raczej nic wspólnego z nieświadomością, czy niewinnością, a raczej z elementem magicznym, czy też mistyką instant, której oddają się stworzeni przez Śledzia bohaterowie.

Nawiązanie do polskiego tłumaczenia tytułu amerykańskiego sitcomu That 70's Show jest tu celowe. W obu przypadkach bowiem istotnym elementem spajającym historie zdaje się być określona dekada. Ponadto podobnie jak w Różowych latach siedemdziesiątych, gdzie akcja miała miejsce w małym miasteczku Point Place, również u Śledzia mamy do czynienia z niewielką strukturą społeczno-mieszkaniową gdzie wszyscy się znają (chociażby z widzenia). Jest nią osiedle, blokowisko, w którym gdzieś pokątnie znaleźć można by było nikłe pozostałości utopijnych projektów maszyn do mieszkania Le Corbusiera, a raczej tego, czym stały się w oczach Systemu. Tak, betonowa płyta definitywnie budzi skojarzenia z PRL-em. To z kolei, zdaje się pozwalać na luźne porównanie Osiedla Swobody do serialu Stanisława Barei Alternatywy 4.

Różnica polega na tym, że główni bohaterowie Śledzia nie zostali przesadzeni z korzeniami czy bez, ze starszych form mieszkaniowych, do nowych bloków. Oni się tam urodzili i wychowali, na dodatek w nie byle jakiej dekadzie, bo w latach 90tych. Są przyjaciółmi od dzieciństwa i żyją na osiedlu, którego mieszkańcy jawią się właśnie jako pokłosie Polski Ludowej, o mentalności przesączonej z jednej strony konwenansem, apatią i zrezygnowaniem z drugiej. Do tego dochodzi jeszcze element religijny, który wraz z ultraprawicowym etosem pojawia się w formach dość ekstremalnych u bohaterów drugo- czy trzecioplanowych starszego pokolenia.

W wyniku tej mieszanki, obraz "dorosłych" mieszkańców osiedla, których spotykają na swojej drodze Smutny, Wiraż, Szopa i Dźwiedziu, zdaje się być dwojaki. Z jednej strony mamy tu nieco emocjonalnie zdrętwiałych i jakby przygaszonych rodziców bohaterów, z drugiej strony – sąsiada w wersji noir. Chodzi mi mianowicie o stosunkowo mroczny obraz potworności i tajemnic kryjących się za drzwiami potencjalnego współobywatela (Kasus: Pamiętniki Malte-Lauridsa Brigge R. M. Rilkego albo Róża dla Emilii W. Faulknera) oraz ciekawość, wścibskość jaką budzi w innych ludziach. Ściany i drzwi w mieszkaniach bloków mają bowiem podstarzałe, ale wciąż sprawne zestawy uszu i oczu, które pozwalają ich właścicielom na "wizjerowy" voyeuryzm i inne formy inwigilacji sąsiadów. Tym bardziej jeśli jest to młodzież, jeden z ulubionych tematów lubujących się w narzekaniu ludzi.

„Swobodni jeźdźcy” Śledzia mają zatem niełatwo. Pomimo tego, że sytuacje „okołomoherowe” mają często ostatecznie zabawny wydźwięk, to zamknięte drzwi kryją dla nich nieraz chwile niemałej grozy.

Główna akcja ma jednak częściej miejsce w przestrzeni między blokami, niż w ich wnętrzach. To tam również pojawia się wymalowana na murach „ścieżka dźwiękowa”, przy której bohaterowie spotykają się, wygłupiają, rozmawiają. Rozmowa, bądź anegdota jest tu elementem bardzo istotnym. Można w niej zauważyć specyficzny, kreatywny w swym słowotwórstwie, język, a także zabawne analizy i interpretacje snów, filmów, artykułów z kolorowej prasy (dla kobiet). Poza tym, są one jakby zminiaturyzowaną wersją tego, czym jest każdy odcinek komiksu. Mianowicie, jest on rozbudowaną anegdotą o grupie znajomych, którym pozornie nic się nie przydarza, a jednak przydarza się wiele: od humorystycznej „obyczajówki”, poprzez elementy paranormalne i surrealne, do konkretnego mordobicia, czy grozy.

We wszystko to wpleciona została, podobnie jak w Różowych latach siedemdziesiątych, specyfika danej czasoprzestrzeni. Pojawia się więc nie tylko dres, metal i skateboarding, ale również ławeczka przed blokiem, zniesmaczona porywami młodości starsza pani z nieodłącznym beretem, cały entourage sklepu monopolowego i zapchany do granic możliwości, rozklekotany autobus linii 64.

Wreszcie pojawia się kwestia zderzenia PRL-owskiej betonowej płyty z napływem kultury popularnej doby kapitalizmu, która sprawia, że rzeczywistość, w której żyją „Swobodni” jawi się jako świat duchów (porównaj z Ghost World D. Clowesa). Jest, podobnie jak język, materią przechowującą w swojej wewnętrznej pamięci przestarzałe ustroje, zmiany polityczne, gospodarcze, kulturowe. Jest w końcu jak fasada bloku – pomalowana dziś niedbale na jakiś jaskrawy bądź pastelowy kolor, będzie kryła, pod płatami odchodzącej farby, wszystkie swoje poprzednie wcielenia.

Jeśli zatem spojrzeć na Osiedle Swoboda jako na Zielone lata 90te, należałoby podkreślić, że humor w nim zawarty przewyższa ciężarem, ten którego doświadczyć można równolegle w Różowych… Podobnie wygląda to w przypadku brzmienia ścieżek dźwiękowych – rock and roll lat 70tych wypada stosunkowo subtelnie w porównaniu z nielekkimi riffami Sonic Youth, Deftones, czy Kyuss itd., itd. Przy tym nie należałoby tego traktować w kategorii wady ani w jednym, ani drugim przypadku.

Na koniec chciałabym pozostawić czytelnika z jednym pytaniem: czy w związku ze swoistą „lokalnością” czasoprzestrzenną i „subkulturową” specyfiką komiks ten stracił na aktualności, czy uniwersalności?


Gwoli ścisłości - kilka informacji:

Osiedle Swoboda jest komiksem autorstwa Michała Śledzińskiego.

W latach 1999-2004 ukazywał się na łamach Produktu.

Obecnie wypuszczone zostało przez Kulturę Gniewu wydanie zebrane - "integral" tegoż komiksu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...