Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

czwartek, 30 czerwca 2011

::: Przez szpinak do pępka, czyli co plącze język między słowami. :::


Podróżowanie polegać może na swoistej grze z dystansem. Jego pokonywanie, zyskiwanie, zmniejszanie bądź zwiększanie stanowić może o charakterze podróży. Istnieją przecież ich różne odmiany: poszukiwania i ucieczki, wielkie wyprawy, eksploracje i  turystyczne wycieczki. Mogą one ponadto mieć charakter zarówno fizyczny, jak i mentalny, literacki oraz wizualny. Podróż metaforyczna, czy też metafora podróży potrafi zagościć w myśli prześlizgującej się po powierzchni postrzeganych ludzi i zjawisk oraz spojrzeniu wędrującym po terytorium naskórkowych wrażeń w poszukiwaniu głębi, podskórnych potrzeb i pragnień. Może też być zaklęta w podwójnym życiu, jakie wieść zwykły nieraz słowa znaczące w jednym kraju fizyczne zbliżenia i triumfy nad dystansem, w innym zaś – tropienie, eksploracje.

 W opowiadaniu zatytułowanym Twoja najgłębsza skóra Julio Cortázar pisał o „nieodpartych geografiach [rodzących się] ze wspólnych podróży”, które odbywał z tajemniczą adresatką tekstu. Z kolei w innym utworze pisał o kobiecie jako „dawczyni plaż”, natomiast jej ciele jako „piasku, na którym tylu architektów budowało swe wieże i mosty, aby wiatr je rozwiał (…)”. Argentyński pisarz eksplorował zatem kobiecą, cielesną topografię niczym ziemię, którą można zdobywać (nietrudno tu o skojarzenia z kolonializmem); materię podatną na dotyk kształtujący, tworzący na jej powierzchni ulotne konstrukcje. Podróżował po niej i poznawał ją podobnie jak niejeden marzyciel miejsca, które pragnie odwiedzić – wodząc opuszkami palców po mapie, sieci rysunków, linii i znaków, ale przede wszystkim fantazjując. Kobieta postawiona jest tu w zasadzie nie tyle po stronie pasywnego, co nieobecnego, czy niewidzialnego. Poruszając się po topografii jej ciała, autor poddaje je bowiem symbolizacji. Staje się podobny niewidomemu, który czyta tekst napisany językiem Braille’a. Poznaje więc nie ciało, a zapis symboliczny, którym w tym przypadku jest jego fantazja. W obydwóch tekstach Cortázara kobieta pojawia się w formie subiektywnego, niemalże abstrakcyjnego wspomnienia. 

Nieco inaczej mają się sprawy w komiksie Szpinak Yukiko Frédérica Boileta. Przede wszystkim ze względu na wybrane przez autora medium oraz jego technikę rysunkową, która pozwala na realistyczny ogląd bohaterów. Francuski rysownik opowiada w tym albumie o kobiecie imieniem Yukiko, którą poznanej podczas swojego pobytu w Japonii. Również u niego pojawia się zatem problematyka podróży, cielesności i kobiecości. Komiks rozpoczyna się od kadrów ukazujących elementy nocnego krajobrazu miejskiego, na tle którego autor wspomina jak miło było patrzeć na Yukiko i poszczególne części jej ciała, ze szpinakiem włącznie. Czymże jest ów tajemniczy szpinak? Tego dowiadujemy się wodząc już – wraz z autorem – wzrokiem oraz dłońmi po ciele jego bohaterki. Dystans pomiędzy autorem i Yukiko zmniejsza się bowiem od początku komiksu, stopniowo zaczyna ona przesłaniać japońskie krajobrazy, by stać się w końcu dominantą niemalże każdego kadru. Porzucamy więc Japonię na rzecz kobiety i śladu, który pozostawiła po sobie ospa, zakreślając na jej czole kształt wyspy Bora Bora. Komiksowa podróż po ciele Yukiko zdaje się rozpoczynać właśnie w momencie odkrycia w niej ów rajskiego elementu, ciepło zabarwionego szczegółu. Później poznajemy jej szyję, ramiona i wspomniany już wcześniej szpinak, czyli pępek.  Zestawienie tych dwóch słów, zaszczepienie między nimi zaskakującej bliskości wynika z zabawnego błędu, którego – przez (frankofońskie) nawyki językowe– Boilet dopuszcza się w wymowie jednego z nich. Jak się okazuje, owe dwa różne wyrazy brzmią po japońsku łudząco podobnie. Pozostając w sferze złudzeń, które pozwalają na nazywanie pępka szpinakiem, w dalszej części albumu poznajemy już nieco odmienioną Yukiko. Wraz z autorem próbujemy dostrzec w niej to, co nią jest, a co niełatwo uchwycić. Zaczyna się ona powoli oddalać, by w końcu zniknąć, pozostawiając po sobie jedynie to, co symboliczne – wspomnienie, krajobrazy Japonii oraz niedokończony komiks. Wówczas Boilet spotyka Mariko, która ubrana w jego fantazję, pozwala mu opowiedzieć historię do końca. Podobnie jak plama po ospie, przybrawszy kształt Bora Bora, umożliwiła poznanie rajskiej topografii ciała Yukiko, a szpinak zdawał się zagościć w miejscu znaczącego jej pępka, tak ona - ujęta w odpowiednie symbole - pozwoliła rysownikowi zrealizować marzenie o innej kobiecie.


Wirtualność relacji damsko-męskiej naznacza ją tutaj pewnego rodzaju niewspółmiernością, żeby już nie powiedzieć, lacanowską niemożliwością. W komiksie Boileta, Yukiko odchodzi ponieważ pragnie innego mężczyzny, on natomiast poszukuje jej w innej kobiecie. Inny zdaje się tu funkcjonować w charakterze słowa klucza. Inna jest bowiem dla Boileta (Europejczka) Japonia, natomiast dla Yukiko to on jest inny – obcy. Tym, co ich rozdziela jest z kolei Wielki Inny – porządek symboliczny. Zafascynowanego japońską kulturą Francuza i piękną  Japonkę spotyka podobny los, co szpinak i pępek, które nie mogą się połączyć ponieważ jedno wiąże się z rośliną zielono listną, podczas gdy drugie – z częścią ciała. Powodów tej niewspółmierności, wzajemnej nieuchwytności (można powtórzyć za Žižkiem) należałoby szukać w fantazji leżącej u podstaw naszego poznania.

Doskonale przedstawił to Kubrick w Oczach szeroko zamkniętych. Jednak równie dobry efekt osiągnął także Daniel Clowes w swoim albumie Niczym aksamitna rękawica odlana z żelaza, gdzie główny bohater podróżuje po fantazmatycznej Ameryce z jej kinami pornograficznymi oraz obsesyjną mieszanką sekt głoszących hasła typu „Helter Skelter”, fenomenów rodem z Archiwum X, praktyk sadystycznych i masochistycznych, nie mogąc dotrzeć do kobiety, która zdaje się być obiektem jego pragnień. Jej obraz, mimo że wielokrotnie pojawia się gdzieś na jego drodze, zawsze znika mu z pola widzenia; oddala się niczym linia horyzontu, za każdym razem gdy odnosi wrażenie, że się do niej zbliża. 

 Dystans, który budowany jest pomiędzy realną kobietą, a mężczyzną, mimo ich fizycznej bliskości, rzuca oboje w pewnym sensie w otchłań fantazji. Temat ten podejmuje również Adrian Tomine w swoich Niedoskonałościach. Jednym z głównych wątków jego powieści graficznej jest nieszczęśliwy związek  Bena Tanaki i Miko Hayashi, który balansuje na granicy rozpadu. Miko bowiem podejrzewa, że jej partner skrycie marzy o innych, w dodatku, białych kobietach. Ponieważ obydwoje są Amerykanami azjatyckiego pochodzenia, powstały problem odsyła nas (ponownie) do tematyki porządku symbolicznego, dyskursu oraz tego, jak wpływa na intymne relacje między poszczególnymi jednostkami, ich marzenia, nadzieje, pragnienia. 

Otóż Ben Tanaka nie czuje się specjalnie związany ze swoimi azjatyckimi korzeniami; nie widzi żadnego związku pomiędzy swoim pochodzeniem, a tym jaki stosunek mieli wobec niego inni przedstawiciele amerykańskiego społeczeństwa. Jest raczej zwolennikiem wtapiania się (blending in) w środowisko, bycia obojętnym na niuanse, delikatne kwestie różnic kulturowych i etnologicznych autokreacji. Powierza swoje pragnienia Wielkiemu Innemu amerykańskiej kultury w związku z czym nie zastanawia się nad tym za kim się ogląda na ulicy, czy jakiego pochodzenia są kobiety, które występują w oglądanych przez niego filmach pornograficznych. Tanaka przyjmuje postawę cyniczną. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego pragnienia są wynikiem działania przemysłu kulturowego, Wielkiego Innego i na zarzuty stawiane przez Miko po prostu wzrusza ramionami, nie próbując nawet poddać refleksji, czy zmienić swojej postawy. Jego partnerka natomiast nie podziela jego poglądów, angażuje się w inicjatywy związane z promocją niezależnej kultury nawiązującej do jej azjatyckich korzeni. Opowiada się zatem za pluralizacją dyskursu społecznego. 


Odmienne postawy obojga bohaterów reprezentują dwa różne podejścia do mitu tygla kulturowego Ameryki. Rozdźwięk pomiędzy ich heterogenicznymi światopoglądami – wtapianiem się, a wyróżnianiem, wyodrębnianiem – wkracza w ich przestrzeń osobistą, zawłaszczając ją od korytarza aż po sypialnię – terytorium marzeń sennych i cielesnej bliskości. Dysonans symboliczny przekłada się na dystans fizyczny, którego efektem jest rozpad związku. Miko zostawia Bena dla pół Żyda, pół Indianina (o nieco „anglosaskim” wyglądzie), który fascynuje się kulturą Japońską. On z kolei wdaje się w przelotny romans z białą dziewczyną. Na tym się jednak nie kończy, do ostatecznego spięcia dzielącego tę dwójkę dochodzi bowiem, dlatego że Ben nie potrafi pogodzić się z wyborem nowego partnera Miko. Podczas gdy nie widzi nic zdrożnego w widywaniu się z białą dziewczyną (a wręcz odwrotnie: jest to dla niego nobilitujące), związek Miko z białym mężczyzną postrzega jako wyraz niemalże kolonizatorskiej eksploatacji sprowadzającej ją do roli instrumentalnej – „orientalnego  dodatku”. 

Paradoks ten pomnaża jedynie ilość dychotomii, które odnaleźć można w powieści graficznej Tomine’a. Pomijając różnice światopoglądowe bohaterów głównego wątku, napotykamy problematykę dyskursu oraz Innego objawiającego się w relacjach Ameryka - obywatele o azjatyckich korzeniach, tradycja (inercja) - wyzwolona, płynna tożsamość, heteronormatywna rodzina - pluralizm kulturowy i społeczności homoseksualne, ukrywanie się - coming out, wschodnie wybrzeże - zachodnie wybrzeże (Nowy Jork kontra Kalifornia). Wszystko to przypomina uwikłanie w mechanizmy o charakterze niesynchronicznym, niesymetrycznym podobnym grze w „papier, kamień, nożyce”, w której kamień nie może współgrać z kamieniem, gdyż pragnie nożyc, te zaś "marzą" o papierze. Drastyczny obraz owej niezgranej, zdestabilizowanej relacji zaprezentował Kim Ki Duk w Czasie, gdzie mimo że bohaterowie poddają się operacjom plastycznym by wyjść naprzeciw fantazjom swojego partnera, zawsze natrafiają na moment, w którym pożąda on kogoś innego. Bliskość ustępuje bowiem miejsca odległości, a nawet przepaści, gdy wędrujemy w głąb mroku – nocy – spoglądając  w oczy bliźniego, chcąc poznać jego i własne pragnienia.

środa, 15 czerwca 2011

::: Tuż za rogiem :::


Raj tuż za rogiem jest zabawą, do której zaprasza nas w swojej powieści (z 2003) Mario Vargas Llosa. To wspomnienie dziecięcej gry podwórkowej. To ruch, poszukiwanie, pewien proces. To raj poza polem widzenia, a zatem raj nieuchwytny - będący przedmiotem nieustającego dążenia. Tym właśnie jest on dla dwójki głównych bohaterów, których pozornie odrębne historie Llosa postanowił równolegle odsłaniać na stronach jednej książki. 

Paralela, jaką  Paul Gaugin i Flora Tristan tworzą w powieści  peruwiańskiego pisarza, przywołuje echo pytania, które kiedyś odbijało się czarną czcionką po kartkach Gry w klasy Cortazara: „[m]iędzy jin a jang ileż eonów?”. Głównych bohaterów nie dzielą tu jednak eony, nie widać tu również systemów binarnych, które zwykle dzielą płci na aktywną i pasywną, znaczącą i nieistotną itd. Florę i Paula łączy bardzo wiele i sprawia to, że doskonale się uzupełniają. Ona uciekła z potwornego więzienia, jakim było dla niej małżeństwo, on - z unormowanej i zinstytucjonalizowanej rzeczywistości. Ona nieraz musiała przyjąć rolę, przebranie mężczyzny, by zyskać głos w wykluczającym kobiety dyskursie. On z kolei, mimo niezaprzeczalnej męskości, w odległych zakątkach Tahiti zafascynował się hermafrodytą i oddał jej się z „kobiecą uległością”. Nie ma tu mowy o romansie, jest za to dużo o emancypacji, walce o prawa kobiet, o sztuce, o negowaniu „wygodnego mieszczucha” i budzeniu wewnętrznego dzikusa. 

Raj tuż za rogiem jest o lekcji przepaści, jaką należy wziąć, jeśli pragnie się szukać własnej drogi. Jest także o ludziach, którzy się nie zatrzymują, wiecznie podróżują, zarówno w sensie geograficznym, jak i mentalnym, genderowym, emocjonalnym. Jest to powieść o dążeniach do raju rozumianego jako utopia wolności, gdzie, jak to ujął Baudrillard w Ameryce, żyje „człowiek wyzwolony (…) [czyli] ten, kto przemierza przestrzeń, cyrkuluje, zmienia płeć, strój i obyczaje (…)”.

wtorek, 14 czerwca 2011

::: Ciało u Kozy :::

Nawiązując do mojego ostatniego wpisu, chciałabym wrócić na chwilę do tematu ciała, jego tresury, formowania, kształtowania. Przypomniał mi się bowiem niedawno, podczas porządkowania półek z książkami i komiksami, pewien epizod z Erotycznych zwierzeń mgr Janka Kozy. Mam na myśli Ciało Bogdana. Historia ta opowiada o trenerze kulturystyki oraz jego podopiecznym Bogdanie. Zarówno jeden, jak i drugi bez reszty pochłonięty jest ciałem. Bogdan tresuje je i kształtuje z próżności oraz sportowego zacięcia, natomiast trener uważa ćwiczenia fizyczne za preludium do działań wyższych lotów. Jest on bowiem miłośnikiem sztuki i pragnie, aby jego podopieczny nie utknął w rozwoju  estetycznym na etapie starożytnej Grecji, kiedy to kultem otaczana była piękna rzeźba ciała. Trener chciał, aby Bogdan poszedł w swojej ewolucji o krok dalej, w stronę sztuki współczesnej, gdzie wszystko jest mniej oczywiste  i dlatego postanowił sam podjąć pracę nad jego ciałem. Końcowym efektem jego rzeźbiarskich poczynań, był miś wyciosany z Bogdana za pomocą piły mechanicznej.  Fragment ten w sposób doskonały, zabawny, ale także drastyczny, ukazuje to, jak uprzedmiotowiony, upodlony, mięsny charakter przybiera ciało we współczesnej kulturze.

Zagłębiwszy się  w ponowną lekturę całego albumu doszłam do wniosku, że takich ciekawych epizodów wpisujących się w podobną tematykę jest w nim całe mnóstwo. Historia otwierająca Erotyczne zwierzenia opowiada o dziewczynie, która porzuca marzenia o pewnym piosenkarzu ponieważ zaczynają one pachnieć rzeczywistością (cóż bardziej prozaicznego niż brzydki zapach z ust). Dalej pojawia się również opowieść o prawdziwej miłości, która rozkwita pomiędzy kobietą i prosiakiem, a kończy się skonsumowaniem  czworonożnego partnera w formie parówki (prawie jak u Greenawaya, prawda?). We fragmencie zatytułowanym Prezent  dowiadujemy się z kolei, że rozstając się możemy nie tyle stracić kogoś bliskiego z oczu, co stracić same oczy. Natomiast w Zabiegu, Koza pokazuje nam desperacki i drastyczny wręcz eksperyment, do jakiego dopuszcza się kobieta, której mąż "jak ryba, psuje się od głowy". Po nieudanej "operacji" (po dekapitacji ogólna kondycja wcale się nie poprawia), ciało mężczyzny ląduje w pojemniku na odpady organiczne.

Erotyczne zwierzenia epatują nie tylko brzydkim rysunkiem, ale także równie ohydną rzeczywistością. Konfrontują nas z ciałem, które cuchnie i jest niedoskonałe; które bywa przedmiotem pożądania, tresury, sztuki, konsumpcji oraz handlu. Stawiają nas przed nieco zezwierzęconym obrazem erotyki i nieludzkimi zwierzeniami; przed odartą z różowej mgiełki marzeń wizją człowieczeństwa, którą możemy przyjąć bez zaciskania zębów tylko dlatego, że Koza potraktował ją "lubrykantem" właściwego sobie poczucia humoru.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...