Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

niedziela, 17 lipca 2011

::: Nieustające wakacje :::

Wakacyjne podróże, wędrówki palcem po mapie, czy własnymi, odzianymi w buty, stopami po płytach chodnikowych rodzimego miasta przywołują czasem mgliste wspomnienia filmów,  które chciałoby się odświeżyć. Szkoda byłoby gdyby pamięć o nich wyparowała pod wpływem letnich, odmóżdżających nieraz, upałów. Dlatego postanowiłam dziś zaciągnąć żaluzje i schować się w nieudolnie imitującym kinowe ciemności zaciszu własnego pokoju, by reanimować wspomnienie Nieustających wakacji - filmu zdecydowanie pozostającego w klimacie wędrowniczo-turystycznym.

W debiutanckim obrazie Jarmuscha poznajemy historię Aloysiousa Charlesa Parkera, który jest swoistym miejskim podróżnikiem – flâneurem. Wskazują na to w zasadzie wszystkie człony jego imienia i nazwiska. „Aloysious” brzmi bowiem łudząco podobnie do „Ulysses”, czyli łacińskiej wersji Odyseusza, którego podróże odnaleźć można zarówno w pismach Homera, jak i Joyce’a. Natomiast „Charlie Parker” jest echem słynnego amerykańskiego muzyka jazzowego – saksofonisty, o którym Cortázar napisał w jednym ze swoich opowiadań (pt. Pościg), że „zawsze gra jutro, podczas gdy pozostali ciągną się jak w ogonie w tym „dziś”, które on przeskakuje bez najmniejszych trudności wraz z pierwszymi dźwiękami.” W naturę bohatera stworzonego przez amerykańskiego reżysera wpisana jest zatem nieustanna wędrówka.
Ulysses Jarmuscha mieszka w Nowym Jorku pomiędzy ludźmi, których języka, jak sam mówi, nie rozumie. Życie w tym mieście przypomina mu zmieniający się ciąg pokoi, miejsc, przedmiotów i ludzi. Mimo nieustannych zmian, każda nowość zaczyna z czasem ziać nudą „tego samego”, co sprawia że przestaje być w ogóle rozróżnialne w pamięci. Dzieje się tak dlatego, że podróże odbywają się zawsze z „tąd do tąd”, jak informuje widza bohater filmu. Aloysious, jako mityczny wędrownik, nie przynależy do-nikąd, do nikogo i do niczego. Nie pragnie domu, podatku, pracy, a wszyscy ludzie są mu jakby na równi obcy, dlatego nieznajomi zdają się tak samo bliscy jak przyjaciele, czy rodzina. Aloysious zdaje się cyrkulować pomiędzy społecznym konformizmem, konwenansem i marginesem, dyskursem szaleństwa. Zna dobrze język obłąkanych, co pozwala mu słyszeć tych, którzy dla reszty miasta są tylko mamroczącymi duchami.
Dryfuje po opuszczonych ulicach, dzielnicach drzemiących niczym ghost towns, po obrzeżach i granicach metropolii. Jest oderwanym od rzeczywistości spacerowiczem, do którego, jak pisał Benjamin w Pasażach, „miasto majaczy (…) na kształt fantasmagorii. [A w] niej raz jest ono pejzażem, raz izbą.” Natomiast izba – pejzażem, gdyż zdarza mu się nieraz nocować w podniebnym krajobrazie tej bezsennej stolicy wielu marzeń. Jest doskonale świadom tego, że jest kolejną rozmytą twarzą w samotnym tłumie Nowego Jorku, dlatego nie próbuje szukać kamuflaży w postaci ambicji bądź poświęcenia beznamiętnej pracy. Niczym dandys, obnosi się ze swoją nudą, pozwalając sobie jednocześnie przyjmować tymczasowe role – jednorazowe tożsamości. Dlatego z jego ust usłyszeć można nierzadko wytarte od nadmiernego powtarzania slogany w stylu: „trzeba żyć szybko i umierać młodo”. Co więcej, pozwala on sobie na drobne akty obywatelskiego nieposłuszeństwa na przykład, kradnąc samochód, by sobie nim chwilę pojeździć.
Bohater Jarmuscha zdaje się mieć zatem wiele cech wspólnych z Holdenem, tytułowym „buszującym w zbożu” Salingera. Jednakże w przeciwieństwie do Caulfielda, Aloysiousowi nie dźwięczą w uszach słowa wiersza Roberta Burnsa, lecz szarpiące powietrze jazzowe wariacje na temat klasyka Somewhere Over The Rainbow, które sugerują muzyczną wędrówkę w zupełnie odmiennej strefie czasowej. (Przypominam, że utwór pochodzi z Czarnoksiężnika z krainy Oz. W filmie tym śpiewany jest przez Dorotkę, która marzy o podróży do krainy marzeń, na drugą stronę tęczy.) Już z powodu swoich imion, Aloysious Charles Parker zanurzony jest w swoistej „polichronii” – równolegle rozwijających się czasach muzyki, literatury i podróży. W świetle owej predestynacji do wiecznego turyzmu, jego ostateczna decyzja o wyruszeniu do Paryża nie jest więc specjalnym zaskoczeniem. Podobnie jak to, że przed wyjazdem (wypłynięciem) spotyka w porcie swojego Doppelgängera – byt równoległy, który dopiero co przybył z Francji by przejąć po nim rolę obcego w Ameryce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...