Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

piątek, 2 września 2011

::: Którędy do Kansas? Porywający huragan kresek KRLa :::


Mimo że mogę śmiało mówić o sobie jako o entuzjastce życia miejskiego, okazjonalny wypad pod namiot, w góry czy na wieś sprawia, że ogarnia mnie swego rodzaju „krótkoterminowa chłopomania”. Pijana świeżym powietrzem i krajobrazem, który wymaga poruszania się w innym rytmie, nabieram ochoty zanurzać dłonie w glinie, farbie, tuszu – w pracy tyle intelektualnej, co fizycznej. Owa chęć podejmowania wysiłku fizycznego, pieszych wędrówek, wykonywania prac o charakterze manualnym, namacalnym, nie dosięga w moim przypadku terytorium kuchni. Ta bowiem podczas wyjazdów nie ma funkcji „hand made”, chyba że wziąć pod uwagę minimalne ruchy dłoni podczas przygotowywania tzw. dań w 5 minut lub gorących chwil (biedronkowa wersja gorącego kubka) instant. 

Pomińmy jednak semiotykę kuchni (jakże uboższą od tej prezentowanej przez Marthę Rossler bądź Marthę Stewart) i tendencyjną w moim wykonaniu „chłopomanię”, która zapewne przypomina bardziej historię rodem z kiepskiego serialu niż życiorysu Pollocka.  Wróćmy myślami do krajobrazu, tym razem miejskiego, jako mglistej fantasmagorii, miejsca wirtualnego, które majaczy do nas z taką samą siłą, niezależnie od tego, czy znajdujemy się w samym jego sercu, czy jesteśmy oddaleni od niego o setki kilometrów. 

Tak właśnie odbieram miasto – tę złożoną siatkę architektoniczną i sieć znaków, gotowych do odczytania tekstów. Chociaż jawi się ono jako maszyna do mieszkania, albo jeszcze lepiej,  żywy organizm, to funkcjonuje ono na skraju zatoru żylnego, który nieraz paraliżuje to jego prawą, to lewą stronę. Jego arterie pulsują w rytmie staccato pośpiesznych kroków, błyskawicznych podróży do pracy lub przechodzą w arytmię, kakofonię kolorów i dźwięków. 

Miasto jest majakiem przyjemnym przede wszystkim dla spacerowicza, którego status pozwala mu na obnoszenie się ze swoją nudą i pokonywanie ulicznych geometrii w tempie „żółwim” albo „turystycznym”. Ta, ukrywająca się za woalem tłumu (opisywana przez W. Benjamina), postać nie ma jednak racji bytu na prowincji. Nie ma również nic wspólnego z bohaterami Zmruż oczy, Sztuczek czy Miasteczka Twinpeaks. Nie dzieli ona charakterystycznej dla nich tęsknoty za prowincją rozumianą jako miejsce wspólnoty człowieka z naturą oraz bliskich relacji międzyludzkich – ciepłe i swojskie, czyli home sweet home

Uczucie to podzielają jednak bohaterowie (zapewne nieobcej czytelnikowi) Łaumy KRLa. Przedstawiona w owym komiksie rodzina cierpi na cały szereg syndromów współczesnego, płynnego społeczeństwa, których rozległe opisy znaleźć można chociażby u Baumana. Ojciec Dorotki - głównej bohaterki - zasługuje tu na szczególną uwagę jako postać najbardziej znerwicowana, będąca w stanie permanentnego emocjonalnego i psychicznego oblężenia. Ostatecznie wszystko to ulega zmianie, gdy umiera jego matka i zmuszony jest udać się, wraz z żoną i córką, na Suwalszczyznę. 

Zmarła babcia jest więc głównym prowokatorem rodzinnej przemiany i, jak się później okazuje, przewodnikiem Dorotki po meandrach kulturowego krajobrazu Łojm.  Towarzyszy ona wnuczce tak, jak Dobra Czarownica z Północy głównej bohaterce Czarnoksiężnika z Krainy Oz. Podobnie zresztą jak w powieści L. Franka Bauma, mamy tu do czynienia z magiczną krainą, którą zawładnęła zła wiedźma. W przypadku komiksu KRLa jest nią tytułowa Łauma. Z kolei miejsce Lwa, Stracha na Wróble i Blaszanego Drwala zajmują w nim nieco tchórzliwe leśne duchy i suwalskie bóstwa. A Wielki Inny, który w powieści Bauma okazał się być oszustem, u KRLa jest zgorzkniałym i rozgniewanym przez oderwanych od tradycji ludzi bogiem – Perkunem. Niemniej jedno pozostaje bez zmian, kluczową rolę w przywróceniu (suwalskiej) krainie pierwotnego stanu równowagi odgrywa Dorotka. 

Zbieżność komiksu KRLa z Czarnoksiężnikiem z Krainy Oz sprawia, że Łojmy jawią się nie tylko jako mała, zawieszona pomiędzy współczesnością a duchami przeszłości, mieścina na Suwalszczyźnie, w której możliwe jest odbudowanie własnej tożsamości, więzi z rodziną i kulturą. Przyjmują one także znamiona zaczarowanego Oz oraz amerykańskiego Kansas (w komiksie pojawiają się cytaty piosenek country).

W tej kulturowej mieszance bardzo czytelna pozostaje natomiast tęsknota za życiem bardziej namacalnym, w którym czas nie goni, a płynie i potrzeba spojrzenia w „trybie makro” tzn. takiego, które nie ślizga się jedynie po powierzchni rzeczy, a pozwala chłonąć bogactwo tekstur i wzorów. Doskonale widać to w rysunkach KRLa, które nie są w żadnym razie pobieżnymi szkicami, a zestawieniami mnóstwa niuansów, kresek, linii, faktur. Jednocześnie nie brakuje w nich „powietrza”, wolnych przestrzeni oddających charakter przedstawianych pomieszczeń i krajobrazów.

Sięgnąwszy po ten komiks można zatem pozwolić odpocząć oczom znużonym horror vacui i staccato miejskich przestrzeni; porzucić sterylne płaszczyzny szklanych (czy lustrzanych) biurowców, „wygładzonych” w Photoshopie fotografii reklamowych na rzecz ziarnistości i chropowatości rysunku. Można odpuścić swoim nogom wybieganie w przyszłość, umościć sobie miejsce w czasie teraźniejszym, by za chwilę, niczym Dorotka, dać się porwać huraganowi kresek - baśniowej diachronii KRLa.

2 komentarze:

  1. bardzo przyjemnie się czyta..od razu mózg lepiej pracuje..świetne operowanie metaforami o mieście jako ciele ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...