Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

niedziela, 8 stycznia 2012

::: Kto zabił czas teraźniejszy? :::


Czas to temat rzeka. Czy można jednak założyć, że w myśl filozofii Heraklita, nie da się do niego wejść dwa razy? Z pewnością tak. Zarówno czas, jak i rzeka płyną i mimo że – ujęci w kategoriach tematu – pozwalają poruszać się po swojej powierzchni lub w swoich głębinach dowolną ilość razy, to z każdą sekundą, słowem, obrazem, bodźcem obydwoje są jednak trochę inni. Owo ujęcie, uchwycenie przypomina bowiem fotografię, która nie zatrzymuje chwili teraźniejszej, lecz jest obrazem przeszłości. W dodatku takim, który zmienia się wraz z upływem każdej kolejnej minuty, godziny, doby.

Taka, powtórna wyprawa w czasie jest niemożliwa, niewykonalna ponieważ zakłada swoisty powrót, podążanie śladami, których już nie ma. Idealnie nadaje się zatem na przedmiot rozważań literatury iberoamerykańskiej (narzuca się tu skojarzenie z Podróżą do źródeł czasu Carpentiera, której oryginalny tytuł przywołuje właśnie wizję zaginionych śladów), surrealistycznej, baśniowej, a nawet science fiction. Przypomina ona pogoń za wiecznie spóźnionym białym królikiem, lub życie w krainie czarów, które Alicja Lewisa Carrolla opisała słowami: „[bo] tu, jak widzisz, trzeba biec tak szybko, jak się potrafi, żeby zostać w tym samym miejscu”.

Nie bez powodu cytat ten znalazł się w Płynnym życiu Baumana. Doskonale wpisuje się on w rozważania ów filozofa dotyczące właściwości czasu, który wraz z marketingowo, kulturowo i cywilizacyjnie wygenerowanym imperatywem kategorycznym postępu, wydaje się dziś jakby przyśpieszony. Sprawia to, że – zupełnie jak to ma miejsce u Carrolla, po drugiej stronie lustra – nieraz biegniemy ile sił w nogach, pozostając ciągle w tym samym miejscu. Nie chodzi tu bynajmniej o ćwiczenia na elektronicznej bieżni. Owo „w tym samym miejscu” oznacza pozostawanie „w tyle” – za uciekającym celem, czymkolwiek by on nie był: królikiem, szczęściem, czy linią horyzontu. Skojarzenie z bieżnią jest tu o tyle trafne, że wykonywane na niej ćwiczenia wydają się równie bezsensowne i bezcelowe, co pogoń za upływającą chwilą.

Parafrazując pewną powszechnie znaną myśl, można by rzec, że czas jest wodą, która przecieka nam przez palce, kiedy myślimy o tym, co zjemy po umyciu rąk. Jest tym, co upływa, kiedy oddajemy się marzeniom o niezakupionych przedmiotach, nieprzeczytanych książkach, nienarysowanych ilustracjach i nienapisanych scenariuszach. Świadomość takiego stanu rzeczy jest przytłaczająca. Może istnieje jednak na to jakiś ratunek?

Taką nadzieję z pewnością żywi Adam Ostatko, bohater komiksu Czasem Grzegorza Janusza oraz Marcina Podolca. W swoim nowym domu odkrywa on bowiem tajemnicze pomieszczenie – zwane dalej kanciapą – które wywraca jego poczucie czasu do góry nogami. Przebywający w nim człowiek zdaje się być niemalże wyjęty spod praw rządzących czasoprzestrzenią poza nim, na zewnątrz. Przypomina to efekt Dopplera, który bohaterowi opowiadania Cortázara pt. Pościg pozwalał poruszać się wraz z dźwiękami, z ich prędkością, w czasie trwania muzyki. Podobne, niesamowite zjawisko zdaje się być również udziałem Ostatki. Dzięki kanciapie wierzy on, że w końcu uda mu się ruszyć ze swoimi wiecznie odkładanymi lekturami oraz pisarskimi ambicjami, zanurzyć się w diachronii literatury i przeskoczyć od razu do jutra, podczas gdy inni będą się wciąż jeszcze wlec w smole dnia dzisiejszego. Jest pełen zapału i energii. Wreszcie ze wszystkim zdąży, będzie miał bowiem czas na wszystko. Żaden głupi biały królik mu nie ucieknie, kiedy on swoimi, jak dotąd żółwimi nogami, w końcu potrafił będzie wybiegać w przyszłość.

Perspektywa nieograniczonego czasu budzi jednak rozleniwienie. Pokusa możliwości odroczenia, przełożenia planów na bliżej nieokreślone „jutro” wpędza zapał Ostatki w stan głębokiej hibernacji. Adam coraz rzadziej opuszcza kanciapę, coraz bardziej zaniedbuje swoją żonę, obowiązki domowe oraz zawodowe. Świat zobowiązań przemawia do niego obcym językiem kalendarza i tykającego zegara, on natomiast woli ciszę i spokój. Zamiast słodkich emocji z reklam wafelków Prince Polo, pochłania go mętny smak papierosów popijanych alkoholem – gorzkimi żalami z dna butelki.

W końcu zaczyna on funkcjonować w swoim własnym życiu w sposób niemalże widmowy. Przemierza pomieszczenia swojego domu, zostawiając w nich drobne, znikome wręcz, ślady obecności. Jego egzystencji brakuje jednak pełni uczestnictwa – komunikacji, ambicji, pragnień, konkretnych działań. Innymi słowy, Ostatko zszedł z elektronicznej bieżni – która uprzednio nadawała rytm jego życiu – uznając jej nonsens oraz bezcelowość. W związku z tym można by dojść do wniosku, że efekt zwolnionego tempa w świecie znajdującym się poza kanciapą był dla bohatera Czasem mylny. To nie czas spowolnił, lecz Ostatko przestał postrzegać go w sposób ambicjonalny, przez pryzmat planów – zrezygnował z pogoni za nim, skupiając się na zaspokajaniu potrzeb z podstawy piramidy Maslowa.

Taki obrót zdarzeń wskazuje na ciekawą relację pomiędzy dwoma, odmiennymi zjawiskami. Z jednej strony mamy szybkie tempo życia, które wymusza na ludziach swoistą powierzchowność, próżność, bezcelowość, z drugiej - pustelniczą, rozleniwioną egzystencję człowieka, którego już żaden budzik, kalendarz, czy terminarz nie motywuje. Nie chodzi tu jedynie o to, że Adam Ostatko jest niczym zepsuty, niezsynchronizowany z resztą świata, zegarek, ale o zatraconą przez niego umiejętność współodczuwania. O to, że w pewnym sensie przestaje on funkcjonować jako homo empaticus. Wbrew twierdzeniu Johna Donne'a, iż żaden człowiek nie jest wyspą, samą w sobie niezależną i samowystarczalną („No man is an island, entire of itself [...]”), Ostatko zdaje się przypominać mieszkańca właśnie takiego, w dodatku, paradoksalnie bezludnego terytorium.

Puenta komiksu jest jednocześnie zabawna i przerażająca. Podobnie jak całość scenariusza, łączy ona w sobie pewną lekkość, łatwość w operowaniu tematem, we wchodzeniu w interakcję z innymi tekstami kultury oraz element powagi wskazujący czytelnikowi cechy, które czasem w sobie dostrzega, a innym razem wolałby zignorować. Przypomina również o tym, że problem czasu to nie tylko kwestia punktualności, sprawnego zegarka, zmian, stref czasowych i planów na przyszłość. To również pytanie o to, w jakich okolicznościach giną chwile obecne – jak zabijamy czas teraźniejszy.

Więcej o Czasem znaleźć można na stronie wydawcy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...