Komiks (27) Literatura (10) Sztuka (10) Ameryka (9) Film (9) Prasa (5) Seriale (3) Ilustracja (2) Reklama (2) Ziny (1)

środa, 15 lutego 2012

:: Duże problemy w małostkowym świecie ::


Frędzle, rogi, dzwonki, mocne i czyste kolory... jakkolwiek śmieszna i niemodna, czapka błazna jest niezaprzeczalnie cenną zdobyczą. Dzięki niej można powiedzieć wszystko, a przynajmniej znacznie więcej niż jej nie posiadając. Pozwala ona na niebywałą szczerość, ponieważ słowa szaleńca lub komika i tak mało kto potraktuje poważnie. W razie, gdyby tak się jednak stało, można owo nakrycie głowy zdjąć i zasłonić się wymówką o żartach i wygłupach. Błazeńska czapka to zatem niezmiernie wygodna osłona – warstwa chroniąca przed konsekwencjami słów oraz czynów. Sprawia, że z wszystkiego da się zrobić zabawę,  którą można w każdej chwili odwołać, zakończyć by wrócić do rządzącej się prawami rozsądku codzienności. 


Małych dzieciachfilmie opartym na motywach powieści Toma Perroty, jeden z bohaterów nosi właśnie takie okrycie głowy. Zakłada je jednak tylko w obecności ojca tak, jakby spędzony z nim czas pozbawiony był autentyzmu i zaangażowania, które zapewnia mu matka.Wspomniany bohater jest jeszcze dzieckiem, a więc to, co robi jest na wskroś instynktowne. Mimo to, jego działania wydają się uzasadnione. Co prawda jego tata – Brad – aktywnie uczestniczy w życiu rodzinnym, ale cały czas wydaje się być nieobecny myślami. Niezależnie od tego, czy fizycznie, czy jedynie marząc na jawie – wymyka się z domu, by fantazjować o innym, beztroskim życiu. Oczywiście nie robi tego z premedytacją. Z początku nawet nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Jednak po jakimś czasie, jego marzenia zaczynają przybierać realne kształty. Natomiast on gdzieś po drodze traci rozum, a w zasadzie to tylko zdrowy rozsądek.

Podobnie dzieje się w przypadku innych bohaterów tego filmu. Wśród nich odnaleźć można Sarah, która udaje, że musi pracować, gdy córka prosi ją o odrobinę uwagi. Jej męża, który w zaciszu biura masturbuje się, oglądając zdjęcia infantylnie wystylizowanej kobiety. Schludnie ubrane mamy z przedmieść, które codziennie chodzą na plac zabaw w nadziei, że spotkają tam przystojniaka za plecami nazywanego „królem szkolnego balu” (ang. prom king).

Ogólnie rzecz biorąc, owe niedojrzałe i osobliwe nastroje ogarniają niemalże całą zamieszkiwaną przez bohaterów okolicę. Zwłaszcza, że na horyzoncie znów pojawia się Ronnie – człowiek skazany już jednokrotnie za obnażanie się przed nieletnimi. Nawet zwykła wizyta na basenie kończy się w jego przypadku zbiorową paniką okolicznej ludności oraz interwencją policji. Ten wątek wskazuje na ogromną trudność, jaką dorosłym mieszkańcom przedmieść sprawia radzenie sobie z obecnością pedofila w dojrzały sposób.

Co więcej, w filmie Todda Fielda nikt prócz dzieci nie wydaje się być jednoznacznie niewinny. Jednak paradoksalnie to właśnie infantylne i niedojrzałe zachowania prowadzą w nim do dramatycznych sytuacji. Małe dzieci ukazują zatem jak płynne granice dzielą to, co dziecięce i dziecinne – małe szkraby oraz infantylne olbrzymy.

Takie tropy reżyser podrzuca widzom już w samym trailerze. Widzimy w nim zabawkową kolejkę, która nadciąga z rumorem godnym prawdziwego pociągu i podobnie jak on, wprawia wszystko w drżenie. W dalszej części filmu pojawia się też historia chłopca, który został zastrzelony przez policję podczas zabawy plastikowym pistoletem. Stało się tak ponieważ jego dziecięca atrapa pomylona została z prawdziwą bronią palną. Na podobnym zestawieniu bazował również napisany przez Larsa von Triera scenariusz do filmu Moja droga Wendy. Z tym, że u duńskiego twórcy zabawka okazała się działać na ostrą amunicję, a udające kowbojów dzieci walczyły z policją jak autentyczni przestępcy. Jednak w obu przypadkach gra brzemienna jest w realne, śmiertelnie poważne skutki.

Szczęśliwym trafem, głównym bohaterom Małych dzieci - Bradowi i Sarah – nie przydarza się nic równie strasznego. Drobny wypadek i kilka chwil grozy sprawiają jedynie, że spadają im z głów czapki błaznów. Kończy się zatem czas wygłupów i obydwoje wracają do zdrowych zmysłów. Naturalnie ich postawy ulegają zmianie. Po własnych nieodpowiedzialnych i szaleńczych przygodach, potrafią sobie już należycie radzić z tym, co w ich życiu bezbronne i niedojrzałe – z małymi dziećmi.

Wyreżyserowany przez Todda Fielda film to estetyczne zdjęcia i dobrze wyważone kadry, ale przede wszystkim świetny scenariusz. Nawet przez chwilę nie przestaje zaskakiwać widza zabawnymi i jednocześnie przykrymi, a nawet dramatycznymi sytuacjami. Balansuje na granicy lekkości i ciężaru, sprawiając, że każdy wybuch śmiechu ma nieco gorzkawy posmak. Ale przecież to tylko filmowa fikcja, można więc w każdej chwili zakończyć seans, uznając go za kolejną bezsensowną zabawę...

2 komentarze:

  1. Byłem bardzo zaskoczony jak dobry to był film, a trafiłem na niego przypadkiem - jakoś ominęły mnie jakiegokolwiek medialne wzmianki (był w kinach w Polsce?)Zaskakujące, że dwaj główni bohaterowie męscy zrobili z siebie takie karykatury w Watchmenach. Świetnym zabiegiem był ten narrator, zwłaszcza np. w scenie ze strąceniem sztućca ze stołu. Bardzo ciekawie wyciągnęłaś esencję filmu bez zdradzania czegokolwiek, restecpa - jakby powiedział Ali G!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki, ja również obejrzałam ten film przypadkiem... i nie wiem, czy trafił w Polsce do kin, bo nie dotarły do mnie informacje na ten temat. Jakoś o nim cicho było... chyba.A szkoda, bo ten film warto zobaczyć, naprawdę zapada w pamięć.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...